Jestem bardzo ciekawa, ile razy zdarzyło Ci się zapisać w telefonie zdjęcie pięknego piernika, zrobić zrzut ekranu z Instagrama albo Pinteresta i pomyśleć: „To jest świetny pomysł, koniecznie muszę kiedyś zrobić coś podobnego”, a później już nigdy do tej inspiracji nie wrócić.
Podejrzewam, że większość z nas ma takich zdjęć całe mnóstwo. Ja również przechowuję inspiracje na pierniki w telefonie, komputerze, zeszytach, a niektóre pomysły noszę po prostu w głowie, ponieważ czasami wystarczy, że zobaczę ciekawy kolor, kształt, kwiat albo połączenie różnych elementów i już zaczynam wyobrażać sobie, jak mógłby wyglądać nowy projekt.
W chwili zapisywania inspiracji jesteśmy zazwyczaj zachwycone i przekonane, że naprawdę do niej wrócimy. Widzimy już oczami wyobraźni gotowy piernik, zastanawiamy się nad kolorami, technikami i dekoracjami, a czasami nawet zaczynamy coś szkicować albo przygotowujemy wylukrowaną bazę. Później jednak mijają kolejne dni, pojawiają się nowe pomysły, zapisujemy następne zdjęcia i nagle okazuje się, że ten projekt, który jeszcze niedawno tak bardzo nas zachwycił, nadal czeka na swoją kolej.
Przez długi czas byłam przekonana, że główną przyczyną jest brak czasu, ponieważ sama mam bardzo dużo pomysłów i nie wszystkie jestem w stanie zrealizować. Wydawało mi się również, że czasami wybieramy po prostu zbyt trudny wzór na piernik, brakuje nam odpowiednich narzędzi albo nie czujemy się jeszcze wystarczająco pewnie w danej technice. Dopiero historia pewnej szkatułki pokazała mi bardzo wyraźnie, że często prawdziwy problem zaczyna się znacznie wcześniej i wcale nie zawsze ma związek z naszymi umiejętnościami.
Historia szkatułki, która mogła nigdy nie powstać
Pomysł na stworzenie przestrzennej szkatułki z ciasta i lukru królewskiego chodził mi po głowie od dłuższego czasu, ponieważ wiele osób pytało mnie o bardziej rozbudowane konstrukcje i projekty 3D. Wiedziałam więc, że chcę przygotować takie warsztaty, wpisałam je do harmonogramu i zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak szkatułka powinna wyglądać.
Pierwszym elementem, którego byłam pewna, był kolor turkusowy. Podczas jednego z wcześniejszych live’ów testowałam turkusowy barwnik i kolejny raz zakochałam się w tym kolorze, zwłaszcza kiedy zobaczyłam, jak pięknie wygląda po wysuszeniu i ile różnych odcieni można z niego uzyskać. Wiedziałam więc, że chcę wykorzystać go w nowym projekcie, a kiedy połączyłam go z pomarańczą, odrobiną czerwieni oraz złotymi detalami, byłam przekonana, że kolorystyka szkatułki jest już właściwie gotowa.
Wydawało mi się wtedy, że skoro mam pomysł na całość i wybrane kolory, przygotowanie projektu będzie już tylko kwestią przeniesienia tego wszystkiego na piernik. W rzeczywistości okazało się jednak, że właśnie wtedy zaczęła się najtrudniejsza część pracy.
Najpierw przygotowałam pierwszą wersję wieka. Do momentu, kiedy nanosiłam na nie kolejne elementy, byłam przekonana, że właśnie tak ma wyglądać, ale kiedy skończyłam dekorowanie, odsunęłam piernik od siebie i spojrzałam na niego z większej odległości, nagle przestał mi się podobać. Uznałam, że jest na nim zbyt dużo elementów, brakuje mu lekkości, a całość nie daje takiego efektu, jaki wcześniej widziałam w swojej głowie.
Usiadłam więc do projektu drugi raz, uprościłam wzory, uspokoiłam kompozycję i postanowiłam stworzyć coś bardziej regularnego oraz uporządkowanego. Kiedy jednak skończyłam kolejną wersję, znowu nie byłam zadowolona, ponieważ tym razem projekt wydał mi się zbyt spokojny, zbyt grzeczny i zupełnie niepodobny do tego, co chciałam pokazać.
Później powstała trzecia wersja, w której zmieniłam kształt wieka, przygotowałam nowe foremki i dodałam więcej przestrzenności. Nadal jednak czułam, że czegoś brakuje, a im więcej prób miałam za sobą, tym więcej pojawiało się wątpliwości. Zaczęłam zastanawiać się, czy nie przesadziłam z kolorami, czy projekt nie jest zbyt trudny, czy spodoba się osobom, które miałyby go później wykonać, a także czy w ogóle warto dalej nad nim pracować.
W pewnym momencie przestałam już walczyć wyłącznie z kompozycją szkatułki, a zaczęłam walczyć przede wszystkim z tym, co działo się w mojej głowie.
I właśnie wtedy dotarło do mnie, że gdyby nie to, iż warsztaty od dawna miałam wpisane w harmonogram, a mój zespół czekał już na materiały, bardzo możliwe, że ta szkatułka nigdy nie ujrzałaby światła dziennego. Nie dlatego, że zabrakło mi pomysłu albo umiejętności, ponieważ z pomysłami akurat nie miałam żadnego problemu. Wręcz przeciwnie, miałam ich tyle, że coraz trudniej było mi zdecydować, w którą stronę powinnam pójść.
Dopiero kiedy położyłam obok siebie wszystkie przygotowane wersje, mogłam spokojniej zobaczyć, że każda z nich była przeładowana i że zamiast dokładać kolejne dekoracje, powinnam zacząć je odejmować. Ostatni projekt powstał więc znacznie prościej, z mniejszą liczbą elementów, wyraźniejszym głównym punktem i większą ilością wolnego miejsca, dzięki czemu całość w końcu nabrała elegancji, lekkości i charakteru, którego szukałam od początku.
Dlaczego zapisujemy inspiracje na pierniki, ale do nich nie wracamy?
Historia tej szkatułki uświadomiła mi, że nasze pomysły bardzo często trafiają do szuflady nie wtedy, kiedy zaczynamy lukrować i coś nam nie wychodzi, tylko dużo wcześniej, zanim w ogóle weźmiemy piernik do ręki.
Najpierw pojawia się zachwyt i ogromna ochota, żeby coś stworzyć, ale kiedy pierwsze emocje opadają, zaczynają odzywać się zupełnie inne myśli. Mówimy sobie, że jeszcze nie umiemy wykonać wszystkich potrzebnych elementów, jeszcze nie mamy odpowiednich narzędzi, jeszcze brakuje nam doświadczenia, jeszcze powinnyśmy trochę poćwiczyć albo poczekać na moment, w którym będziemy miały więcej czasu.
To słowo „jeszcze” potrafi być naprawdę bardzo podstępne, ponieważ nie brzmi jak rezygnacja. Ono nie mówi nam: „Nigdy tego nie zrobisz”, tylko znacznie łagodniej podpowiada: „Zrobisz to później, kiedy będziesz lepiej przygotowana”. Później jednak mija tydzień, miesiąc, czasami nawet rok i okazuje się, że nadal jesteśmy dokładnie w tym samym miejscu, a zapisany pomysł cały czas czeka w telefonie.
Nie twierdzę oczywiście, że każdy projekt musimy realizować natychmiast i że każda zapisana inspiracja powinna zamienić się w gotowy piernik, ponieważ byłoby to zwyczajnie niemożliwe. Warto jednak zauważyć, czy odkładamy dany pomysł dlatego, że naprawdę nie mamy na niego przestrzeni, czy dlatego, że zaczynamy wątpić w siebie, zanim w ogóle spróbujemy.
Perfekcjonizm potrafi zatrzymać nawet najlepszy projekt piernika
Bardzo często mówi się, że perfekcjonizm pomaga nam dbać o jakość, ale z mojego doświadczenia wynika, że równie często przebiera się on za rozsądek i podsuwa nam kolejne argumenty, dlaczego nie powinnyśmy jeszcze kończyć albo pokazywać swojej pracy.
Jeszcze poprawię ten element, jeszcze dopracuję kwiat, jeszcze zmienię kolor, jeszcze raz zrobię zdjęcie, jeszcze trochę poćwiczę, ponieważ teraz projekt nie jest wystarczająco dobry. Każda z tych myśli osobno brzmi logicznie, ale kiedy zaczynają pojawiać się jedna za drugą, potrafią skutecznie zatrzymać nas na bardzo długo.
Sama zauważyłam, że kiedy oglądam piękną pracę innej osoby, patrzę na nią jako na całość. Widzę kolory, klimat, kompozycję i emocje, które wywołuje, a nie powiększam każdego fragmentu zdjęcia, żeby sprawdzić strukturę lukru albo znaleźć nierówną linię. Kiedy natomiast patrzę na własne pierniki, potrafię powiększyć zdjęcie tak mocno, że zamiast całej pracy widzę już wyłącznie jeden detal, który nie wyszedł dokładnie tak, jak sobie zaplanowałam.
Zapominamy wtedy, że lukier królewski ma swoją strukturę, a w zależności od jego gęstości, sposobu nakładania i wykorzystanej techniki może być bardziej gładki, błyszczący, matowy albo porowaty. Nie jest idealnie równą grafiką stworzoną na komputerze, tylko materiałem, z którym pracują nasze ręce, a one nigdy nie wykonają dwóch ruchów w sposób całkowicie identyczny.
Warto więc od czasu do czasu odsunąć piernik od siebie i spojrzeć na niego tak, jak patrzymy na prace innych, ponieważ może się okazać, że to, co w ogromnym powiększeniu wydaje nam się wielkim błędem, z normalnej odległości jest właściwie niewidoczne i nie odbiera pracy ani piękna, ani charakteru.
Strach przed oceną potrafi zagłuszyć wszystkie dobre opinie
Kolejną przyczyną, przez którą nie pokazujemy swoich pierników albo nie kończymy rozpoczętych projektów, jest strach przed oceną innych osób. To temat, o którym mówi się znacznie rzadziej niż o technice, konsystencji lukru czy wyborze narzędzi, a przecież dotyczy bardzo wielu osób, niezależnie od tego, czy dopiero zaczynają dekorowanie pierników, czy robią to od wielu lat.
Co ciekawe, często wcale nie zastanawiamy się nad tym, ilu osobom nasza praca może się spodobać. Zamiast tego skupiamy się na jednej wyobrażonej osobie, która mogłaby zauważyć nierówną linię, zakwestionować dobór kolorów albo powiedzieć, że sama zrobiłaby ten projekt inaczej.
Sama wielokrotnie łapałam się na tym, że przygotowując nowy projekt, nie myślałam o setkach osób, które mogą czerpać z niego radość, tylko właśnie o tej jednej osobie, której być może coś się nie spodoba. Najważniejsze jest tutaj jednak słowo „być może”, ponieważ bardzo często nikt jeszcze nie powiedział ani jednego krytycznego zdania, a my już stworzyłyśmy w swojej głowie całą opinię i zaczęłyśmy zachowywać się tak, jakby naprawdę została wypowiedziana.
Podobną sytuację obserwuję podczas wyzwań i kursów, kiedy uczestniczki przesyłają mi swoje prace, ale proszą, żebym ich nie pokazywała, ponieważ boją się reakcji bardziej doświadczonych osób. Zdarza się również, że ktoś bardzo długo nie chce pokazać piernika nawet mnie, chociaż przecież właśnie po to jestem, aby podpowiedzieć, co można poprawić i w jaki sposób poradzić sobie z trudniejszym elementem.
Taki strach nie chroni nas przed błędami, tylko odbiera nam możliwość uczenia się na nich, ponieważ dopóki nikomu nie pokażemy swojej pracy i nie pozwolimy sobie przyjąć informacji zwrotnej, możemy przez wiele tygodni tkwić w miejscu, z którego przy odpowiednim wsparciu wyszłybyśmy znacznie szybciej.
Piernik w połowie pracy bardzo często nie wygląda dobrze
Jest jeszcze jedna rzecz, o której warto pamiętać, szczególnie podczas przygotowywania bardziej rozbudowanych projektów. Piernik w połowie pracy bardzo często nie wygląda dobrze i nie oznacza to wcale, że cały projekt się nie udał.
Kiedy tworzymy kompozycję złożoną z wielu elementów, na początku widzimy jedynie pojedyncze plamy, kształty albo surowe części, które nie tworzą jeszcze spójnej całości. Czasami dopiero kolejne warstwy koloru, cieniowanie, drobne detale, ostatnia linia albo niewielka kropka sprawiają, że wszystko zaczyna wyglądać tak, jak powinno.
Jeżeli ocenimy projekt zbyt wcześnie i odłożymy go tylko dlatego, że na pewnym etapie nie wygląda atrakcyjnie, nigdy nie zobaczymy efektu końcowego. Właśnie dlatego tak często powtarzam swoim kursantkom, że piernik w połowie to jeszcze nie jest gotowy piernik i że warto doprowadzić go do końca, nawet jeśli po drodze pojawia się moment zwątpienia.
Dopiero kiedy projekt jest skończony, możemy odłożyć go na chwilę, wrócić następnego dnia i spojrzeć na niego chłodniejszym okiem, bez wszystkich emocji, które towarzyszyły nam podczas tworzenia. Bardzo często okazuje się wtedy, że praca wygląda znacznie lepiej, niż wydawało nam się kilka godzin wcześniej.
Jak wyciągnąć pomysł na piernik z szuflady?
Nie ma jednego sposobu, który sprawi, że nagle przestaniemy się bać, porównywać albo dążyć do perfekcji, ale możemy zacząć od zgody na to, że pierwsza wersja projektu nie musi być arcydziełem.
Jeżeli zainspirowało Cię jakieś zdjęcie, nie próbuj przenosić go na lukier idealnie i w każdym szczególe, ponieważ lukier jest zupełnie innym materiałem niż papier, farba czy grafika komputerowa. Potraktuj inspirację jako punkt wyjścia i przygotuj własną wersję, która może różnić się kolorami, kształtem, układem dekoracji albo sposobem wykonania.
Kiedy skończysz, nie oceniaj pracy od razu, ponieważ na tym etapie jesteś jeszcze bardzo mocno związana z każdym błędem i każdą decyzją, którą podejmowałaś podczas tworzenia. Odłóż piernik, zajmij się czymś innym i wróć do niego po kilku godzinach albo następnego dnia, a wtedy znacznie łatwiej zobaczysz całość zamiast pojedynczych niedoskonałości.
Warto również przypominać sobie, dla kogo właściwie powstaje dany projekt. Jeżeli przygotowujesz go dla konkretnej osoby, najważniejsze jest to, czy odpowiada jej oczekiwaniom i sprawia jej radość, a nie to, czy spodoba się wszystkim osobom w internecie. Jeżeli tworzysz dla siebie, pozwól sobie sprawdzić, co naprawdę podoba się Tobie, nawet jeśli odbiega to od aktualnych trendów albo od tego, co robią inni.
Najważniejsze jest jednak danie sobie prawa do rozwoju, ponieważ każdy projekt może czegoś nauczyć. Jeżeli kwiat nie wyszedł tak, jak chciałaś, zastanów się, czy problemem była konsystencja lukru, ruch ręki, niewłaściwa tylka czy może zbyt szybkie tempo pracy. Jeżeli kompozycja wydaje się przeładowana, przy następnym projekcie spróbuj zostawić więcej wolnego miejsca albo wybrać jeden główny element, zamiast dokładać kilka równie mocnych dekoracji.
Nieudany fragment nie oznacza, że nie masz talentu. Najczęściej oznacza tylko, że znalazłaś miejsce, które wymaga jeszcze kilku powtórzeń, a właśnie dzięki takim momentom rozwijamy się znacznie bardziej niż wtedy, kiedy wszystko od razu wychodzi bez problemu.
Nie trzeba spektakularnych dekoracji, żeby stworzyć spektakularny piernik
Kiedy patrzę dzisiaj na gotową szkatułkę, widzę nie tylko jej turkusowy kolor, pomarańczowe kwiaty, złote ornamenty i przestrzenną formę. Widzę również wszystkie wcześniejsze wersje, chwile zwątpienia i momenty, w których naprawdę miałam ochotę przestać nad nią pracować.
Ten projekt przypomniał mi również, że nie trzeba wykorzystywać wielu spektakularnych dekoracji, żeby sam piernik wyglądał spektakularnie. Czasami wystarczy dobrze dobrany kolor, ciekawy kształt, jeden wyraźny element główny oraz kilka drobniejszych ozdób, które nie walczą ze sobą o uwagę, tylko wspólnie tworzą spójną całość.
Gdybym zatrzymała się przy pierwszej wersji albo posłuchała wszystkich wątpliwości, które pojawiały się w mojej głowie, dzisiaj nie byłoby ani gotowej szkatułki, ani warsztatów, ani tej historii. I być może właśnie dlatego coraz mocniej wierzę, że kreatywność nie potrzebuje od nas perfekcji, tylko odwagi, żeby zrobić następny krok, nawet kiedy jeszcze nie wiemy, dokąd dokładnie nas zaprowadzi.
Jeżeli masz więc w telefonie zapisany pomysł na piernik, który od miesięcy czeka na swoją kolej, spróbuj do niego wrócić. Nie po to, żeby natychmiast stworzyć najpiękniejszą pracę w swoim życiu, ale po to, żeby dać sobie możliwość sprawdzenia, co z tego pomysłu może powstać i czego możesz nauczyć się po drodze.
Być może nie będzie idealnie, być może zmienisz kompozycję kilka razy, a niektóre elementy wykonasz od początku, ale dopóki nie zaczniesz, nigdy nie dowiesz się, czy właśnie ten projekt nie stanie się kiedyś pracą, z której będziesz najbardziej dumna.
Jeżeli chcesz posłuchać całej historii powstawania orientalnej szkatułki, zobaczyć jej wcześniejsze wersje i dowiedzieć się więcej o tym, dlaczego nasze projekty tak często trafiają do szuflady, zapraszam Cię do obejrzenia nagrania z live’a. Mam nadzieję, że po tej rozmowie spojrzysz na swoje prace trochę łagodniej i wyciągniesz z szuflady przynajmniej jeden pomysł, który od dawna czeka na swoją kolej.
Tutaj link do live: https://www.youtube.com/watch?v=wDdyJPvNVDY&t=1s
Jeżeli natomiast podczas oglądania szkatułki pomyślałaś, że również chciałabyś stworzyć taki przestrzenny projekt krok po kroku, możesz dołączyć do warsztatów, które później pozostaną dostępne także w formie kursu. Pokażę Ci cały proces przygotowania szkatułki, od wypieczenia i dekorowania poszczególnych elementów, przez pracę z kolorem, aerografem, szablonem i złotymi zdobieniami, aż po złożenie całej konstrukcji i jej końcowe wykończenie.
Tutaj możesz zobaczyć szczegóły warsztatów i dołączyć: https://slodkidecor.pl/sklep/kurs/orientalna-szkatulka-3d-z-lukru/
Najczęściej zadawane pytania
Dlaczego nie kończę rozpoczętych projektów na pierniku?
Przyczyną nie zawsze jest brak czasu albo umiejętności, ponieważ często zatrzymują nas perfekcjonizm, strach przed oceną i przekonanie, że powinnyśmy najpierw nauczyć się jeszcze więcej. Warto doprowadzić projekt do końca, odłożyć go na chwilę i dopiero później ocenić całość, ponieważ piernik w połowie pracy bardzo często wygląda zupełnie inaczej niż po dodaniu wszystkich detali.
Jak przestać bać się pokazywania swoich pierników?
Najpierw warto przypomnieć sobie, że nie każda praca musi podobać się wszystkim, a konstruktywna informacja zwrotna może pomóc w rozwoju. Zamiast myśleć o jednej osobie, która mogłaby skrytykować projekt, skup się na odbiorcy, dla którego go tworzysz, oraz na tym, czego sama nauczyłaś się podczas pracy.
Czy projekt piernika musi wyglądać dokładnie jak inspiracja?
Nie, ponieważ inspiracja powinna być punktem wyjścia, a nie wzorem, który trzeba skopiować w każdym szczególe. Lukier królewski ma inną strukturę niż papier, farba czy grafika komputerowa, dlatego warto stworzyć własną wersję projektu i dopasować ją do swoich umiejętności, technik oraz stylu dekorowania.
Jak ocenić, czy kompozycja na pierniku jest dobra?
Najlepiej odsunąć piernik od siebie i spojrzeć na niego jako na całość, zwracając uwagę na główny element, proporcje, kolory i ilość wolnego miejsca. Jeżeli wszystkie dekoracje są równie mocne i konkurują o uwagę, warto część z nich uprościć albo usunąć, ponieważ nie trzeba wielu ozdób, żeby stworzyć efektowny projekt.
Jak znaleźć własny styl dekorowania pierników?
Własny styl rozwija się podczas tworzenia, eksperymentowania i wyciągania wniosków z kolejnych projektów, a nie przez czekanie, aż poczujemy się całkowicie gotowe. Warto inspirować się różnymi pracami, ale wybierać z nich te kolory, formy i techniki, które naprawdę do nas pasują, zamiast próbować odtwarzać cudzy sposób dekorowania.
